Jeszcze niedawno weekendowa pizza była symbolem małego święta. Dziś, gdy półki dyskontów uginają się od kulinarnych nowości, nawet domowy piekarnik może poczuć się jak w rzymskiej pizzerii. Na scenę wkracza ona – pinsa z Biedronki, cała na chrupko, pachnąca i obiecująca szybki włoski romans bez konieczności rezerwowania stolika.
Co to właściwie jest pinsa?
Zanim wbijemy widelec, warto wyjaśnić, z czym mamy do czynienia. Pinsa to kuzynka pizzy, ale taka, która wróciła z Erasmusa i poznała świat. Ciasto przygotowuje się z mieszanki kilku mąk (pszennej, ryżowej, sojowej), długo fermentuje i dzięki temu jest lżejsze, bardziej chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Brzmi jak marzenie dietetyka i hedonisty w jednym.
Pinsa z Biedronki pod lupą smakosza
Wersja dostępna w dyskoncie to gotowa baza lub kompletna propozycja z dodatkami – zależnie od edycji. Już po wyjęciu z opakowania widać, że to nie klasyczna okrągła pizza, a raczej podłużny placek z artystycznie nieregularnymi bąblami. Po kilku minutach w piekarniku kuchnię wypełnia zapach, który skutecznie odciąga domowników od seriali. Smak? Zaskakująco dobry, wyważony, a ciasto faktycznie lżejsze niż w typowych mrożonkach.
Skład i kalorie – czy jest się czego bać?
Choć to nadal gotowiec, skład pinsy wypada przyzwoicie. Krótsza lista dodatków, brak dziwnych polepszaczy brzmiących jak zaklęcia z Harry’ego Pottera i sensowna liczba kalorii na porcję sprawiają, że sumienie nie krzyczy zbyt głośno. Oczywiście – to nie sałatka z jarmużu, ale na tle konkurencji wypada całkiem fit.
Cena kontra jakość
Biedronka przyzwyczaiła nas, że potrafi balansować między ceną a jakością. W przypadku pinsy jest podobnie – koszt nie rujnuje portfela, a jakość pozytywnie zaskakuje. To propozycja idealna na szybki obiad, kolację ze znajomymi albo leniwą randkę z Netfliksem.
Dla kogo to najlepszy wybór?
Dla zabieganych, ciekawych nowości i tych, którzy chcą spróbować czegoś innego niż klasyczna pizza. Jeśli ktoś nadal zastanawia się, czym dokładnie różni się pinsa biedronka od tradycyjnego włoskiego placka, odpowiedź jest prosta: lekkością, strukturą i tym przyjemnym „wow” przy pierwszym kęsie.
Czy warto? Jeśli lubisz kulinarne nowinki i nie boisz się dyskontowych eksperymentów, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Pinsa biedronka to dowód na to, że szybkie jedzenie nie musi być nudne, a domowa kolacja może mieć w sobie odrobinę włoskiego temperamentu – nawet jeśli serwuje ją piekarnik, a nie brodaty pizzaiolo.

Małgorzata Barańska – redaktorka magazynu SoWoman.pl. Z zaangażowaniem tworzy treści, które inspirują kobiety do działania, rozwoju i dbania o siebie w każdej sferze życia. Jej artykuły to połączenie wiedzy, stylu i kobiecej siły – od tematów lifestyle’owych po psychologię i relacje.
