Recenzja sztuki “Imię” – gościnnego spektaklu Teatru Dramatycznego w Warszawie

0

Czy Wy też macie problem z zaciągnięciem partnera do teatru? Jeśli nie – zazdroszczę. Jeśli, tak jak ja, od kilku lat w pobliże tego przybytku sztuki zmierzacie jedynie z koleżanką, mam dla was doskonałe remedium. Spektakl “Imię” to rewelacyjna, gorzko-śmieszna komedia, która przekona do Melpomeny najzatwardzialszych jej przeciwników.

Na spektakl “Imię” trafiłam w Sylwestra – miał to być jedynie początek wieczoru, jednak okazał się gwoździem programu, co tu dużo mówić, sztuka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie do przecenienia jest fakt, ze mój partner również wyszedł z teatru zadowolony. Ba, nawet zachwycony. Jestem więc wdzięczna Teatrowi Dramatycznemu w Warszawie, ale przede wszystkim wdzięczna jestem aktorom – Wojciech Malajkat i Edyta Olszówka, pokazali widzom, co to znaczy prawdziwe aktorstwo. Pokazali nam, publiczności w mniejszym lub większym stopniu ogłupionej plastikowymi amerykańskimi serialami i ogłuszonej wszechobecnym informacyjnym szumem, że warto czasem po prostu iść na sztukę. Wyłączyć się i zastanowić nad tym “co autor miał na myśli”.

“Imię” zaczyna się banalnie i spokojnie. Oto niemłode już małżeństwo – Pierre i Elisabeth – zaprasza na kolację przyjaciół. Rzecz toczy się w Paryżu, jednak przez cały spektakl nie opuszczamy mieszkania głównych bohaterów. Kolacja rozpoczyna się spokojnie. Goście – Claude i Vincent niezbyt się lubią, również gospodarz – Pierre ma do Vincenta pewne pretensje. Na razie jest jednak miło. Kiedy okazuje się, że Vincent i jego spóźniająca się na kolację żona spodziewają się dziecka, pada niegroźne z pozoru pytanie – Jak będzie miał na imię”. Skąd wiemy, że chodzi o chłopca? Skory do żartów Vincent (Malajkat) przekazuje to w sposób ukazujący doskonale jego charakter i poczucie humoru. Dialog brzmi mniej więcej tak.

-Mam dwie wiadomości, złą i dobrą

-Mów, zacznij od dobrej

- Dobra jest taka, że dziecko to chłopiec, zła taka, że nie żyje

Zapada pełna konsternacji cisza, po czym Malajkat wybucha śmiechem i informuje towarzystwo, że żartował:)

Dyskusja o imieniu odkleja sie od tematu i dryfuje w niebezpieczną stronę. Napięcie między bohaterami staje się niemal namacalne. Najbardziej zaskakuje widza spokojna i gościnna Elisabeth (Olszówka), która w pewnym momencie daje upust tłumionej od lat i chowanej za dobrymi manierami  frustracji. Rewelacja.

Jedynym rozczarowaniem była dla mnie gra Szymona Bobrowskiego (Pierre), który okazał się sztywny i słabo wypadł na tle Malajkata. Również żona Vincenta nie zachwyciła, ale też nie przeszkadzała w odbiorze całości.

Gorąco polecam.

IMIĘ

Matthieu Delaporte i Alexandre de la Pattelière
Reżyseria: Grzegorz Chrapkiewicz
Scenografia: Wojciech Stefaniak
Obsada: Edyta Olszówka, Dorota Krempa, Szymon Bobrowski, Marcin Hycnar, Wojciech Malajkat
Produkcja Tito Productions K.Fukacz-Cebula D.Słonina

 

 

 

 

 

 

 

W domu Pierra (Szymon Bobrowski) i Elisabeth (Edyta Olszówka) panuje wesoła rodzinna atmosfera. Ich urządzony ze smakiem paryski apartament to miejsce akcji „Imienia”.  Wieczorem gospodyni zaserwuje wyśmienite potrawy kuchni marokańskiej, pan domu zaimponuje gościom powiększonym o kolejne tomy księgozbiorem. Zdecydowanie zapowiada się udana kolacja. Pierre i Vincent (Wojciech Malajkat), brat Elisabeth poprzekomarzają się trochę jak zwykle. Puzonista Claude (Marcin Hycnar) oddany przyjaciel rodziny pochwali smaczne dania. Napiją się wybornego wina i pożartują. Anna (Dorota Krempa) jest w ciąży, więc to zrozumiałe, że trochę się spóźni…
Tak, do pewnego momentu będzie jak zawsze. Niestety, tym razem padnie to pytanie – „Czy macie już jakiś pomysł na imię?

WSzymon Bobrowski, Marcin Hycnar i debiutująca Dorota Krempa.  Czytaj więcej: http://www.polskatimes.pl/artykul/3689928,malajkat-olszowka-i-bobrowski-kloca-sie-o-imie-w-teatrze-dramatycznym-zabawnie-i-refleksyjnie,id,t.html?cookie=1

 

1 of 1

Leave A Reply