Rozmowy kwalifikacyjne – nie dajmy sobą pomiatać

0

Szukanie jakiejkolwiek pracy to proces ciężki i bolesny. NAWET jeśli masz spore doświadczenie. ” Jesteśmy niezmiernie zaszczyceni, że zechciała Pani napisać 1000-stronicowy list motywacyjny, ale… “Jakże niezwykle miło było przepytywać Panią 20 godzin z zagadnień nie ujętych w ofercie, ale…” lub proste, wręcz prostackie” NIE SPEŁNIASZ naszych oczekiwań” (w prostym tłumaczeniu – siostrzenica szefa ma już to stanowisko).

Któregoś razu w jednej z dość zresztą znanych warszawskich firm usłyszałam coś, co po raz pierwszy w historii moich zmagań z karierą – rozbawiło mnie szczerze. Wyglądało to tak:

- Czyli mając dwa dyplomy pracowała Pani w profesjonalnej firmie consultingowej, taaak? – facet spogląda mi w oczy z niedowierzaniem.

- Dokładnie. To najlepsze uczelnie w Polsce – odpowiadam z mieszaniną dumy i nieszczerej pokory – Tu są odpowiednie zaświadczenia.

- Lubię pracować – dodaję tym razem szczerze.

Facet jest ubrany w syntetyczny garnitur, który krzyczy – Wzięli mnie tu spod budki z piwem! To samo zresztą zdradza jego nalana twarz. I tak jednak spogląda na mnie z wyższością.

- Czy praca w weekendy i bezpłatny okres próbny wchodzą w grę? – pyta w końcu. I NIE.  Wcale się nie wstydzi. Nawet się NIE ZAJĄKNĄŁ.

Przez chwilę milczę, bo, po raz pierwszy chyba w życiu, zabrakło mi słów. Stoję więc i – ubrana w swoją najlepsza garsonkę i jedwabną bluzkę – błagam o możliwość SŁUŻENIA Firmie X.

Myślę z zazdrością o losie niewolników. Nie płacono im – to prawda – ale nie musieli BŁAGAĆ, by służyć za darmo. Ba, niektórzy z nich stawali się wręcz przyjaciółmi rodziny i byli obdarzeni SZACUNKIEM. Nie studiowali w bólach przez lata, nie chodzili na płatne kursy języków obcych. No, po prostu byli.

Jestem więc, de facto, w GORSZEJ sytuacji – uświadamiam sobie z poczuciem porażki.

Facet w tym czasie rozsiada się wygodnie na swoim, obitym skajem, fotelu i lustruje mnie wzrokiem. Nie profesjonalnie, lecz po męsku.

- Hmm, mooże , no moooże by się coś dla Pani znalazło – mówi oślizgłym tonem.

Czy niewolnicy byli molestowani?? – krzyczę w myślach. No cóż, pewnie tak.

Cały skomplikowany proces myślowy trwa nie więcej niż minutę. Złość przychodzi do mnie z znienacka, tak, że sama jestem zaskoczona.

Jestem grzeczna, poukładana, jestem PRYMUSKĄ. Nawet w przedszkolu równo układałam kredki. Nie zniżam się do poziomu ludzi obrażających mnie w metrze, czy niegrzecznych sprzedawców.

Aż w końcu nadchodzi TEN MOMENT.

MAM DOŚĆ. Nie będę funkcjonowała w strukturach korpo-cywilizacji.

Wstaję z krzesła (które nota bene jest OCZYWIŚCIE  dużo niższe niż krzesło mojego rozmówcy, no bo jak to, kto na kogo ma spoglądać z góry) i bardzo grzecznie, bardzo spokojnie i spoglądając facetowi prosto w oczy mówię.

- Spierdalaj.

Jaka to ULGA, jakie to ożywcze i miłe tak wulgarnie wyrazić swój protest. (Oczywiście nie zachęcam – język polski piękna rzecz:)). Wychodząc, już się śmiałam.

Tak oto wygląda jedna z wielu historii mojego dryfowania po rynku pracy.

Leave A Reply