Marsjanin – recenzja filmu

0

2 października do kin wchodzi nowy film Ridley’a Scotta “Marsjanin”. Czy warto wybrać się na niego do kina? Zdecydowanie tak. Jedno jest pewne. Ten film zaskoczy Was nie jeden raz.

Łatwo jest pisać zjadliwe, druzgoczące recenzje. Słowa same układają się w złośliwe uwagi na temat plastikowej gry aktorskiej, niewiarygodnego scenariusza czy męczących dłużyzn. Autor takiej recenzji od razu czuje się pewniej – skoro tak barwenie krytykuje film, po prostu musi być znawcą.

Właście dlatego recenzja “Marsjanina” nie będzie łatwa. Przygotowałam się bowiem na miażdżącą krytykę. Idąc na pokaz przedpremierowy po prostu czułam pod skórą, że ten film będzie mocno przereklamowany. Spodziewałam się patosu, klasycznego amerykańskiego przerysowania, machania flagą i nierealistycznego heroizmu. Te elementy były w dziele Ridley’a Scottta, a i owszem. A jednak twórcom udało się podejść do nich z przymrużeniem oka. Udało im się stworzyć film ciepły i przede wszystkim zabawny. To właśnie było największym zaskoczeniem. Tego nie widać w zwiastunach i teaserach. Zmagania pozostawionego na niemal pewną śmierć astronauty są… zabawne.

Marsjanin – o czym jest film Ridley’a Scotta

Fabuła :Marsjanina” wydaje się prosta. Oto ekspedycja badawcza na Marsa zostaje przerwana przez burę piaskową. Załoga musi się ewakuować. Dochodzi do wypadku, przez który jeden z członków załogi – Mark – zostaje uznany za zmarłego.

Ranny astronauta budzi się sam na obcej planecie. Zostały mu zapasy na stacji badawczej, niewystarczające jednak by przetrwać do następnej planowanej misji NASA. Mark nie a łączności z Ziemią. Zostaje zupełnie sam. W dodatku jest botanikiem, z czego niejednokrotnie wyśmiewała się jego załoga.

Mark postanawia jednak przeżyć i robi to w sposób spektakularny a zarazem bardzo prozaiczny. Zaczyna od zasadzenia ziemniaków na nawozie bakteryjnym z … ekskrementów pozostawionych przez załogę. Dalej jest jaszcze ciekawiej, ale tego na razie nie będę zdradzać jako że film wchodzi na ekrany dopiero 2 października.

Warto jednak dodać, że Matt Damon udowadnia, że jest aktorem pierwszoligowym, zupełnie jak Tom Hanks w “Cast Away”. Przez większość filmu widzimy tylko jego zmagania, ale ani przez chwilę nie jest nudno.

Czy dzieło Scotta ma jakieś wady? Niektórym może zabraknąć osobistego życia Marka. Nie ma tu mowy o żadnej żonie, kochance czy dziecku. Mark wspomina wyłącznie o rodzicach, a to i tak dopiero w krytycznym momencie. Reszta załogi ogląda filmy rodzinne i tęskni. Mark – zupełnie sam na Marsie – koncentruje się wyłącznie na przetrwaniu a chwilami na kontemplacji piękna czerwonych kraterów. Ale to już czepianie się. “Marsjanin” to znacznie więcej niż się spodziewałam – doskonała, wciągająca rozrywka. Potwierdzi to cała sala kinowa, która śmiała się a czasem głośno wzruszała razem ze mną.

Marsjanin – zwiastun filmu

1 of 1

Leave A Reply